Pętla po Skandynawii – Start!

Przez Estonię

Rano zaskoczył mnie lekki chłodek, pierwszy raz zakładam długie spodnie. Dosyć powoli wlekę się do Parnu, niespecjalnie wartego uwagi. Czas na dalszy tranzyt przez „Via Baltica”. Nie specjalnie jest się gdzie zatrzymywać, ani co oglądać, las i bagna. Trasa płaska, jedynie pod końcówkę pagórkowata. kolejny kamienny kościół W czasie jazdy słyszę metaliczny dźwięk. Po chwili spostrzegam, że jadę teraz na „ostrym kole”, sprzęgło nie działa. Słabo. Zjeżdżam na bok, zdejmuje całość i odkrywam przyczynę awarii. Urwana szprycha zaczepiła się o zębatki i nie pozwalała na ich obrót względem piasty. Cóż, zapas mam, więc zabieram się za naprawę. Chcę zdjąć kasetę, by założyć nową szprychę, ale „ni chuja”. Kluczyk typu łamacz haków nie daje rady, zdecydowanie przesadziłem z momentem dokręcenia podczas ostatniej wymiany napędu. Będę szukał posiadacza „normalnego klucza”. Bez szprychy dojeżdżam pod Tallin, jutro objazdówka i zwiedzanie.

Tallin

Nie śpieszę się już nigdzie, ale słońce wygania mnie z namiotu. Ruszam na stolicę, o dziwo poruszanie się tutaj wychodzi całkiem sprawnie, o niebo lepiej niż w Rydze. Pogoda jest trochę dziwna, zmienia się kilka razy w ciągu dnia, ale chłodno nie jest. twierdza starego miasta w Tallinie Oglądam mury twierdzy, starego miasta Tallin. Stamtąd wiedzie prosta droga na terminal,  z którego ruszam jutro. Mamy niedzielę, a ja szukam otwartego sklepu rowerowego lub dowolnego miejsca, gdzie użyczą mi klucza do kasety. Zjeżdżam w ten sposób pół miasta. Wypytywanie przypadkowo spotkanych osób jest zabawne, bo większość z nich to Rosjanie. Wyjaśnienie czego mi potrzeba, przekracza moje zdolności lingwistyczne w ich języku. W końcu trafiam do sklepu sportowego w centrum handlowym, gdzie dają mi namiar na inny sklep w drugiej dzielnicy, gdzie użyczają mi warsztatu. Znowu mam sprawne koło, yeah! dawna fabryka przerobiona na biurowce, czyli dzielnica Ulemiste Przez tą wycieczkę poznałem dość dobrze strukturę miasta. Poszczególne dzielnice różnią się bardzo między sobą. Zachód i południe są wybudowane w stylu skandynawskim, ale wschodnia część, wylot na Leningrad, to wschód pełną gębą. Beton, blokowiska i droga wylotowa z trudną do ustalenia liczbą pasów ruchu, Rosja po prostu. GPS daje radę, bez żadnego wcześniejszego przygotowania, oraz żadnej papierowej mapy, jestem w stanie swobodnie poruszać się po mieście. Pozostały czas spędzam na plaży, wygrzewając się na słońcu, co jakiś czas chłodząc się w wodzie. Na nocleg wybieram las na północny wschód od miasta, robactwa praktycznie nie ma.

Zatoka Fińska

co nadawało bardzo ciekawą atmosferę skalistemu wybrzeżu na północ od miasta Rano wydawało się, że zaraz zacznie padać, ale to niskie chmury i mgła sprawiały takie wrażenie. Zrobiłem zakupy do pełna i podjechałem pod terminal. Czasu masa i trochę się wynudziłem, ale do portu przyjechał bardzo nietypowy gość, jak się po chwili okazało, z Polski. Podróżował na rowerze z połamaną ramą, zdartymi oponami, bez chwytów. Toboły luźno rzucone na bagażnik. Całość wyglądała dość hipstersko, właściciel tego wehikułu też. Żywy dowód na to, że najważniejsze to „chcieć”. Zaklepał bilety na następny prom, a następnie dotrzymał mi towarzystwa do otwarcia bramek. Jak się okazało, nie miałem się po co spieszyć, na pokład zaczęli wpuszczać dopiero godzinę potem. Na czas rejsu poznałem Rosjanina. Z rozmowy wynikało, że jest teraz u swojej pierwszej byłej żony (heh). Przyjechał z Moskwy do Tallina, by zobaczyć się z córką. Córka do szkoły, żona do pracy, a on popłynął promem, by spędzić czas. Matematyk, obecnie pracownik teatru Bolszoj, był bardzo ciekawym towarzyszem rozmowy, więc przeprawa minęła szybko. mury starych twierdz chroniących miasto, obecnie miejscówka do wypoczynku dla mieszkańców W Helsinkach przywitało mnie słońce. Wejście do portu nie należy do zwykłych, przepływa się pomiędzy wyspami i starą twierdzą, chroniącą miasto od strony morza. Prosto z promu trafia się do centrum. Jest tu tak wiele dróg rowerowych, że GPS głupiał, co chwilę przeliczając trasę. Wyjeżdżam w stronę Lahti, z wiatrem w plecy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.