W Caracautin udałem się do hostelu w pobliżu głównego placu miasta. Chociaż drzwi wejściowe są prawie przy samej drodze, w środku jest cicho i spokojnie. Na tyłach jest spory placyk, gdzie mogłem wprowadzić rower i spłukać z niego nieco pyłu. Prześmierdnięte ciuchy dałem do prania, a sam spocząłem pełnym brzuchem do góry. Po dwóch nocach ruszyłem ponownie. Przede mną pozostał mniej niż miesiąc na powrót, ale to jeszcze nie koniec zabawy.

Czytaj dalej Region Araukarii

Mam ochotę na przejechanie Ruty 40 w Argentynie. Ta zaczyna się przy granicy z Boliwią. Jako, że jestem w Chile, to wyjdzie trochę naokoło. Do granicy Boliwii można dojechać asfaltem przez Calamę, ale ja wypróbuję inną drogę, która cienką nitką rysuje się przy granicy. Wiedzie za polem gejzerów El Tatio. Wiosek po drodze zero, więc pakuję jedzenie i 12L wody. Będzie ciężko.

Czytaj dalej Do Argentyny naokoło

Plany można mieć bardzo ambitne, ale jeśli są oparte na nieprawidłowych założeniach, to należy je zweryfikować raz jeszcze. Po dotarciu do punktu kontrolnego, Abancay, muszę przeorganizować trasę. Rower to tylko łódka na morzu i nie zawsze warto płynąć pod wiatr.

Czytaj dalej Ucieczka od deszczu