Rumunia w koronawirusowych oparach

Sibiu, festiwal filmowy na rynku i wyjebongo na koronawirusa

Ostatni dzień robimy na spokojnie. Do Sybinu zostało ledwo 40 kilometrów. Tam chwilę kręcimy się po targu, nie znajdując niczego ciekawego. Zajeżdżamy na rynek. Festiwal filmowy trwa, chyba tylko szerzej rozstawili krzesła. Było sporo miejsc do wyboru, jeśli chodzi o knajpy, ale już wszyscy chcemy na dziś skończyć rowerowanie. Jedziemy prosto do Cisnadie, do miasteczka, gdzie zostawiliśmy auto. Kwaterę na ostatnią noc mamy w innym obiekcie, w poprzednim nie było już dla nas miejsc. Zostawiamy bagaże w alternatywnej lokalizacji, myjemy rowery, a potem jedziemy coś zjeść. Wybieramy knajpę na rynku. Termometr pokazuje dobrze ponad 30C. Dobrze, że dzisiaj nic ambitnego nie musimy robić. Jeszcze tylko odebrać auto, zapakować rowery na dach, ostatnie zakupy i wszystko gotowe do drogi.

Na powrót wybraliśmy inną drogę. Dłuższą kilometrowo, ale mniej męczącą. Autostradą przez Arad, Budapeszt, a później na Słowację przez Sahy. Czas podróży wyszedł podobny. Zdążyliśmy jeszcze pójść i posiedzieć nad Wisłą w Krakowie, bez epidemicznej atmosfery. 3 dni później, Węgry zamykają swoją granicę, okienko podróżnicze ponownie się przymyka.

Jedna myśl w temacie “Rumunia w koronawirusowych oparach”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.