W górę Bio-Bio

Rano dużo przyjemniejsze widoki

Burza przeszła bokiem, a rano widoki są dużo przyjemniejsze dla oka. Budzą mnie pierwsze przejeżdżające pojazdy, granica jest już otwarta. Teraz tylko wtoczyć się na szczyt przełęczy Pichachen i zjechać do Chile. Wulkan Antuco czasem przebija się przez chmury.

Wulkan Antuco po prawej

Po krótkim zjeździe jeszcze bardziej dziurawą drogą na chilijską stronę, mogę po raz trzeci poddać się formalnościom. Na szczęście wczorajsza data na argentyńskiej pieczątce nie stanowi problemu. Znowu trzeba wypełnić „tymczasowy import roweru”, wytłumaczyć, że rower marki nie ma i spisać numery ramy. Tradycyjnie deklaruję, że przewożę niedozwolone żarcie, co skutkuje wywaleniem zawartości sakwy na stół i potwierdzeniem, że wszystko jest cacy. Lepiej jest zawsze w tą stronę, niż dostać mandat za jakieś rodzynki czy inne orzeszki.

Za szlabanem można w końcu zająć się czymś przyjemniejszym, czyli jazdą. Dla chętnych mocniejszych wrażeń, kawałeczek przed punktem kontrolnym, odbija droga na starą trasę do wioski Trapa Trapa. Całość jest jednak mało jezdna, bo to stary szlak dla bydła i koni. Na sam początek postanowiłem zrobić okrążenie wulkanów Sierra Velluda oraz Antuco, objeżdżając całość czymś przeznaczonym dla pojazdów z kołami.

Sierra Velluda na końcu doliny

Na początek dojazd do strumieni z lodowca pod Velluda, a potem zaczyna się trasa wokół Antuco. Tutaj jedzie się po wulkanicznym pyle, co nie jest szczególnie łatwe, nawet na szerokich kołach. Trzeba się odrobinę namordować. Po prawej widać wody jeziora Laja. Jezioro powstało po dawnym wylewie lawy z wulkanu i uformowaniu naturalnej tamy.

Pomnik trepskiej głupoty, czyli jeden z wielu grobów żołnierzy, którym kazano wbiegać na górę w kiepską pogodę.

Wokół wulkanu jest całkiem sporo pomników żołnierzy. Jest to związane z mało wesołą historią. Rekrutów w ramach treningu wysłano do góry, gdzie w czasie powrotu załamała się pogoda. Burza śnieżna oraz ludzie bez sprzętu i doświadczenia to złe połączenie, które poskutkowało 45 trupami. Nie było to tak znowu dawno, bo w 2005 roku.

Droga przez pole lawowe

Północna strona wulkanu nie ma już pyłu, tylko zastygniętą lawę. Powoli dojeżdżam do ośrodka narciarskiego w Chacay. W sezonie zimowym można pojeździć na nartach na stokach wulkanu. Kawałek dalej są nawet bramki wjazdowe do parku narodowego, więc nie jestem pewien, czy podróż w przeciwnym kierunku nie jest obłożona mytem.

Można odpocząć przy wodospadzie

Zjeżdżam w dół, gdzie trafiam wgłąb dawno niewidzianej zieleni. Woda leje się zewsząd, robię sobie przerwę przy jednym z przydrożnych wodospadów. Tak, to jest ta pozytywna strona zmiany strony Andów.
Parę kilometrów w dół dojeżdżam do asfaltu, a kawałek dalej do miasteczka Antuco. Zajdę po jakiś chłodny napój i powinienem zacząć rozglądać się za miejscem na nocleg. W tym właśnie momencie przypomnę sobie, czego w Chile nie lubię. Cholernego drutowania każdego kawałka ziemi. Droga na zachód to niekończące się łańcuchy drutu kolczastego i innych zasieków. Kawałki lasu, a raczej plantacji przemysłowego drewna, też są osiatkowane. Odbijam w czyjś boczny dojazd do posesji, a sam wchodzę z rowerem między drzewa. Miejscówka dziadowska, ale lepszych się nie uświadczy.

Kieruję się na trasę w górę rzeki Bio-Bio. Rzeka to kolejna z nieformalnych granic Patagonii, dawna granica ludu Mapuche. Nie tworzyli państwowości w zachodnim rozumieniu tego słowa, ale skutecznie opierali się innym plemionom, Inkom a następnie Hiszpanom, których wypchnęli za rzekę. Dopiero pod koniec wieku dziewiętnastego, przy trwającej Wojnie o Pacyfik, zostali podbici po obu stronach Andów. Tereny na południe od Bio-Bio to ich kolebka i jest ich w dalszym ciągu dużo. Ich stosunki z chilijskim rządem, chilijskimi korporacjami i bogatymi chujkami są mało przyjazne, ale chwilowo na karabiny i bomby się nie tłuką. Kością niezgody jest zawłaszczanie terenu, między innymi pod kolejne tamy i plantacje drzewne (bo lasem to ciężko nazwać). Historia konfliktu jest oczywiście znacznie bogatsza, ale jakiś ogólny zarys warto znać, zanim się tu przyjedzie. W Chile nie ma czegoś takiego jak „teren publiczny”, więc i tak przez czyjąś ziemię trzeba przejechać. Czy to będzie lokalny miliarder, który kupił sobie ziemię w niezbyt jasnych okolicznościach od junty Pinocheta, czy też wkurzony Indianin, którego chcą się pozbyć z terenów nad rzeką.

Wracając do jazdy, aby dojechać z Pichachen nad Bio-Bio i tak trzeba zajechać pod miasto aniołów (Los Angeles). Skoro jest się blisko, to warto wpaść po coś dobrego. Jest też szybkie wifi na głównym placu. Po popołudniowym skwarze można ruszyć tłoczną, wąską drogą w stronę Santa Barbara. Szukać dziury w płocie tym razem nie zamierzam, zajechałem na miejscowy kemping. Tutaj zachodzi ciekawe zjawisko. Ponieważ nie ma publicznej plaży nad rzeką, jak chcesz sobie pogrillować z piwkiem nad rzeką, to musisz wykupić miejsce do tego, na takim kempingu jak ten. Pozytywna strona jest taka, że wieczorem mało kto zostaje, więc w nocy jest spokój. Ludzi nie ma, ale jednak w nocy miałem niespodziankę. Zdziwiłem się dźwiękiem deszczu na namiocie, ale po chwili odkryłem jego genezę. Teren jest ogrodzony, ale rzeka jest płytka. Dziki pies przeszedł przez rzekę i oznaczył mi namiot. Co za dziad.

Jakoś bardziej zielono po tej stronie

Rano pozostało mi jeszcze trochę tłocznej drogi do Santa Barbara. Tam jest ostatni duży sklep, gdzie warto uzupełnić sakwy. Za miastem ruch aut nieco słabnie, a ja odbijam na długą drogę do Ralco.

Zbiornik Angostura i fajne górki za nim

Za pierwszą tamą dojeżdżam do zbiornika Angostura. Widoki są jak z Alp. Dostęp do wody przyciąga masę turystów, jest sezon. Dodatkowo jest niedziela, więc ruch aut jest bardziej upierdliwy niż normalnie. Droga do samego Ralco jest asfaltowa, za miasteczkiem zaczyna się tłuczeń i masa pyłu. Kolejna tama i kolejny zbiornik na Bio-Bio.

Kolejny zbiornik, jezioro Pangue

Droga na zboczu zbiornika jest już wąska, wymijanie się z innymi pojazdami mało przyjemne. Ciągnę jeszcze w górę i pakuję się z namiotem na czyjąś łączkę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.