Szwecja raz jeszcze

Na południe

poranek nad jeziorem, juz po szwedzkiej stronie Rano zastała mnie wilgoć, mgła i chłód. Założyłem cieplejsze ciuchy i powoli ruszyłem dalej po pustej E16. Po paru pagórkach dojechałem na bardziej płaską, ale i bardziej tłoczną E45. Od skrzyżowania miałem kawałek i znalazłem się pod Tosseberg. Podjazd krótki, ale konkretny, według tabliczek są fragmenty po 20%. Z lenistwa nie ściągałem sakw i podjechałem całość z bagażem, za co dostałem oklaski od grupki emerytów, która przyjechała tu autokarem :) Widoki z Tossebergsklätten Cyknąłem parę fotek i pomknąłem dalej na południe, aż do miasta Amal, za którym zatrzymałem się na nocleg. E45 to główna droga, trochę tłoczna, ale daleko jej do nieprzyjemności. Za nią czekają mnie spokojniejsze drogi.

Płaskości

Rano znowu zimno i wilgotno, a w dodatku obudziłem się wcześniej niż planowałem. Chowałem wszystko mokre, ale za to żwawo ruszyłem w drogę. Pozostało mi dokręcić trochę po E45, a potem droga zrobiła się straszliwie płaska, z małym przerywnikiem w postaci podjazdu pod Hunneberg. panoramka z Hunneberg Do następnego punktu na trasie nie było stąd daleko, więc i on został zdobyty. Uznałem, że stanowi on perfekcyjne miejsce na nocleg i zostałem tutaj na noc. Widoki są, a i szansa na suchy poranek też. jest i wieża widokowa Jeśli kogoś interesują industrialne klimaty, to ten rejon Szwecji jest bogaty w fabryki i nietypowe konstrukcje. Po drogach porusza się też masa gabarytów. Wielki komin transportowany po drogach, zajmujący dwa pasy, jest niemalże zjawiskiem powszechnym. podnoszony most kolejowy, niestety na tą operację się nie załapałem

Jonkoping

Spanie na szczycie okazało się strzałem w dziesiątkę. Rano piękny wschód słońca i dobry widok przy śniadaniu. Kończy mi się drugi kartusz z gazem, gotowanie czegokolwiek trwa upierdliwie długo. Po spakowaniu się czekał mnie długi zjazd i lekka droga, po czym trafiłem na ichnią krajówkę, wyjątkowo tłoczną i upierdliwą. Pozytywną stroną jest to, że ten fragment kraju nie jest płaski, bliżej mu do rzeźby terenu Finlandii. Wraz z TIRami jechałem prawie do Jonkoping, gdzie następuje zmiana. Miałem prawie tydzień dobrej pogody, nie może być! Prawie wszędzie znajdują się ciągi rowerowe, aż do samych wzgórz Huskvarny. Niestety sam szczyt okazał się porażką, zero widoków, jedynie czyjaś stadnina koni. Zrezygnowany wróciłem tą samą drogą, do miasta. Stąd obrałem kierunek na zachód. Przed wylotem na kolejną TIRostradę, zatrzymał mnie jakiś gość i powiedział o równoległej drodze dla rowerów, ukrytej za płotem drogi. Gdyby nie ta informacja, nigdy bym tamtędy nie pojechał, tej ścieżki nie ma na żadnej mapie. Jutro spróbuję nią jechać dalej, o ile to możliwe. Szlakiem starej linii kolejowej. Niestety droga kończy się na brakującym moście, obiekty inżynierskie już dawno stąd zniknęły. Odnotowania wymaga także fakt, że odkąd wyjechałem z Oslo, ani razu nie padało, w ciągu dnia jest ciepło i słonecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.