Szwecja raz jeszcze

Na wybrzeże

W głowie zaświtała myśl i nagle stało się jasne, czym jest ta rowerowa droga. To szlak dawnej linii kolejowej do Boras. Niestety moja podróż po nim skończyła się wraz z brakującym mostem. Linię rozebrano dawno temu, a co za tym idzie, wszelkie obiekty inżynieryjne też. Wycofałem się przez gęste krzaki i powróciłem na główną drogę. Miałem jeszcze 30-40km w tłoku, po czym ruch przejęła autostrada. Po tym jechało się lekko i przyjemnie. Niedługo dłuższy kawałek będzie lżejszy, bo autostrada jest przedłużana. pagórki w drodze do Goteborga Pogoda dalej przyjemna, ale za Boras zaczęło się chmurzyć, a słońce przebijało zza chmur sporadycznie. Ruch przed stolicą regionu zaczyna narastać, ale pojawiają się też drogi dla rowerów i oznaczenia kierunków. Trasa do płaskich nie należy, co chwila, to w górę i w dół. Po dojechaniu do miasta robię zakupy i oglądam terminal, z którego mam ruszyć w podróż do Danii. Spotykam się potem z Janus, u której spędzę następne dwa wieczory.

Dzień w Goteborgu

Ponownie jestem na prom zbyt wcześnie, więc mam dodatkowy dzień do zagospodarowania. Janus zabiera się za swoją uczelnianą robotę, a ja planuję konstruktywnie spędzić dzień. Krótka konsultacja co warto zobaczyć, zerkam na mapę, podczepiam GPS i ruszam w drogę. W nocy padało, ulice śliskie, więc bez obciążenia tylne koło lata mi na boki. Lecę na na pierwszy punkt widokowy, na starej twierdzy, skąd lokalizuję następne, potencjalnie dobre miejsca. Miasto do płaskich nie należy, rozsądnie dobierając trasę, da się zrobić całkiem niezłą górską premię. panoramka z miejsca znanego jako Skansen Następny jest kościół na wzgórzu, a następnie stare obserwatorium w miejskim parku. Ostatni punkt, ceglaną wieżę, zostawiam na koniec. Zwiedzam resztę parku, w tym mini zoo, otwarte dla wszystkich. Oglądam i kręcę kółka, po czym ruszam na południe, na polecone mi skalne wysepki. Akurat na ten moment się wypogadza, spędzam łącznie godzinę łażąc po skałkach. Wracam do miasta, próbując jechać jak najbliżej morza. Niestety, w jednym miejscu jest baza wojskowa, którą trzeba omijać dość szerokim łukiem. Przy moście, blisko terminali promowych odbywa się festyn. Załapuje się na strzelanie z armaty sygnałowej. Wracam do centrum, na zakupy, po czym jadę do kolejnej lokalizacji, jezior na wschód od miasta. Wyjątkowo fajna trasa wokół, można się wyszaleć na lekkim rowerze. Wracam do miasta zgarnąć ostatni punkt widokowy i jadę do mieszkania Janus, zaczyna lać. Bonus, anegdotka z Goteborga. Stoję w sklepowej kolejce. Starszy pan, po dużych zakupach, wyjmuje worek z monetami i zaczyna płacić. Za sobą słyszę teatralne „no to się wjebaliśmy”. Oczywiście parsknąłem śmiechem, na co słyszę „ty, patrz, chyba rozumie!”. Odpowiedziałem „rozumiem więcej niż myślisz”. Naszych rodaków nie jest aż tak trudno spotkać, a tym bardziej rozpoznać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.