Do Argentyny naokoło

W stronę Tupizy

Z Uyuni mam jeden kierunek, Argentyna i La Quiaca. Na szczęście większość trasy jest już wyasfaltowana, a ruch skromny. Droga do Tupizy nie jest jednak płaska, trzeba jeszcze przejechać parę przełęczy, trafi się nawet opad śniegu. Pierwszego dnia zajadę tylko mały kawałek, z widokiem na czynną jeszcze linię kolejową.

Mniej typowe krajobrazy

Następny dzień to przebrnięcie przez ostatnie góry i zjazd w inny klimat, znacznie cieplejszy. Robi się przyjemnie. Dzięki zjazdowi o ponad tysiąc metrów w dół, udaje się przebić setkę i zameldować się w hostelu w Tupizie. Choć potem się dowiedziałem, że nawet tutaj istnieje gdzieś Casa de Ciclistas.

Droga do Villazon

Ostatni dzień w Boliwii to jazda do granicznego Villazon. Jest z powrotem trochę wysokości do nabrania. Droga wyasfaltowana od dawna, ale zdecydowanie bardziej tłoczna. Niecała stówka szybko pyknęła i po zostawieniu gratów w hostelu, mogę udać się na miasto. Jest okazja pozbycia się nadmiarowej boliwijskiej waluty. Idę do lokalnego kantoru i wymieniam co nieco. Kurs na granicy jest bardzo korzystny. Wyciągam dodatkowe pieniądze z bezprowizyjnego boliwijskiego bankomatu, by zamienić je od razu na argentyńskie pesos. Większość osób wymienia walutę w odwrotnym kierunku, jako pracownicy tymczasowi za granicą. Jedyna wada z wymianą „na zapas” jest taka, że inflacja w Argentynie ma dwie cyfry w procentach, a nominały są niskie. Zatem około 500 dolarów stanowi całkiem gruby plik banknotów, który w żadnym portfelu się nie zmieści. Wodoodporny pojemnik na elektronikę tymczasowo będzie pełnił dodatkową funkcję.

Granica przebiega na rzece, a punkt odprawy jest częściowo na moście. Pierdolnik jest jednak taki, że ciężko mi się odnaleźć. Okazuje się, że odprawę w stronę Argentyny prowadzą tylko argentyńscy celnicy, wszystko w jednym okienku. Po tej stronie rzeki panuje już luzacka atmosfera, a z celnikiem gada się o pierdołach. Na przykład takich, jak po polsku powiedzieć „dzień dobry pani”. Jedyna niedogodność to przeskanowanie bagażu, ale z przepchnięciem toreb pomagają celnicy. Pora na kolejny, zupełnie odmienny kraj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.