Chiński Ałtaj

Coś mi mówi, że tam jest bagno

Wcześnie z rana zwijam majdan. Czas spróbować, czy wolno mi wjechać w góry.

Droga prowadzi dalej po zboczu, w górę, na przełęcz. Przed rozdzieleniem dróg do doliny Kanas i Hemu, znajduje się wojskowy checkpoint. Pokazuję paszport i mówię „Kanas”. Po chwili dostaję go z powrotem, mogę jechać dalej. Zostało jeszcze trochę pokręconej drogi i ląduję w centrum turystycznym. Jak się okazuje, dostęp dalej jest limitowany. Nie są wpuszczane samochody, ale rowery tak. Trzeba tylko mieć bilet do parku. Jego zdobycie nie jest takie proste, bo kolejki są dosyć konkretne, ludzi jest w cholerę. Są to kolejki w chińskim stylu, więc wszystkie chwyty dozwolone. Bilet też nie należy do tanich, 185 juanów (110zł) za dwa dni. W cenie jest transport autokarami po terenie parku, ale ja z nich nie będę korzystał.

Ponad pół godziny w kolejce i mam bilet. Podjeżdżam do bocznej bramki serwisowej, pan ochrony podnosi szlaban i mogę jechać. Jeszcze tylko odrobinę w górę i słyszę hałas wody.

Rzeka płynie tutaj wyjątkowo wartko, a dźwięk roznosi się po całej dolinie. Tą przyjemność mam dla siebie, autokary się tutaj nie zatrzymują, a mijają mnie jeden po drugim. Turystów jest mnóstwo. Musiano poczynić pewne ograniczenia, by wszystkiego nie zadeptano.

Kręta droga ma około 30 kilometrów. W miejscu, gdzie woda z jeziora uchodzi do rzeki, jest kolejne centrum turystyczne. Ja jadę najdalej jak się da i zostawiam rower przy jakimś hotelu. Wokół jeziora wybudowano drewnianą kładkę nad taflą wody. Stąd widać całkiem sporo. Wypatrzyłem, że nad prawym brzegiem jest spora górka, z wieżą widokową, to będzie mój najbliższy cel.

Jezioro Kanas z powierzchni

Droga prowadzi prawie na samą górę, ale tutaj rowerem nie mogę wjechać. Jest na tyle wąsko, że krótkie busy jadą pojedynczo, z rowerzystą się nie zmieszczą. Zostawiam rower przy budce strażnika i resztę idę z buta. Przy samej wieży jest tłoczno, ale widoki rekompensują niedogodności.

Nie mniej, widoki ciekawe

Po krótkiej przechadzce 400 metrów w górę i w dół, postanawiam spróbować jednej opcji. Istnieje jeszcze jedna droga do Kanas, blisko kazachskiej granicy. Niestety zbyt blisko dla chińskich władz. Na drodze szlaban i kilku żołnierzy, którzy wyglądali jakby diabła zobaczyli. Zrozumiałem szybko, że nie ma się co zbyt długo kłócić i zawróciłem. Udało się jeszcze przejechać kawałek drogi powrotnej i zabunkrować się na noc przy bocznym strumieniu, z namiotem rozstawionym za budowlaną ciężarówką.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.