Do Toktogul i z powrotem

I wschód

Piękna miejscówka nad kanionem, widoki powalają. Ściany kanionu mają bardzo konkretne nachylenie, a droga jest wycięta w ich czerwonej skale. Ciszę przerywają kozy łażące gdzieś u góry.

Chatki odcięte przez większość roku

Po drugiej stronie znajduje się wieś Ak-Kołot, 800 metrów w dół na 10 kilometrach. Zjechać na wyjących hamulcach, z drobnymi przerwami, dało radę. Podjechać od tej strony byłoby ciężko.

Po drugiej stronie jest wieś, zasadniczo też odcięta

Po chwili odsapnięcia, czas na kolejną podróż w górę, na ostatni fragment rollercoastera. Ten odcinek chyba nie jest zbyt uczęszczany, częściowo poprowadzony wyschniętym korytem okresowej rzeki. W międzyczasie zaczyna grzmieć i kropić, ale znowu centrum opadów przechodzi obok mnie.

W tą dolinę zjeżdżam

Melduję się na górze, znowu męka dla hamulców. To zielone po środku zdjęcia, tam zjeżdżam. Mała zielona dolina pośrodku wypalonych wzgórz. Przy każdej przełęczy może wystąpić taka zmiana krajobrazu, gdy po jednej stronie gór są opady, a po drugiej już nic nie skapnie.

Chińska ekipa budowlana na horyzoncie

Dojechałem do doliny Kokomeren i ze zdziwieniem odkryłem budowę nowej drogi. To będzie kolejny odcinek drogi przez Kazarman, całkiem widowiskowy. O asfalcie jeszcze mowy nie ma, ale skały są już dobrze ubite, jedzie się dobrze

To będzie piękna droga

Góry są całkiem barwne, a niektóre ściany wiszą tuż obok drogi pod kątem niemalże prostym. Przebieg nowej drogi jeszcze nie jest gotowy, przejeżdżałem środkiem wsi Kyzył-Korgon, a finalnie droga będzie omijała ją nowym mostem.

Jest burza, ale jest i tęcza

Po drugiej stronie rzeki jest sporo zarośli. Łapie mnie tutaj kolejna burza. Tutaj pada deszcz, ale na szczytach znowu prószy śniegiem. Dojeżdżam do asfaltowej drogi. Jeszcze sklep otwarty, kupuję kilka jajek, będą dobre do wieczornej do kaszy. Nocleg na zielonej, mokrej trawie nad rzeką.

Z rana wyruszyłem w dalszą drogę powrotną. Początkowe kilka kilometrów było po równiutkim, nowym asfalcie. Niestety chwilę potem wróciła typowa „patatajnia”, czyli asfalt w tak złym stanie, że lepiej aby go nie było. Mało przyjemna droga przez wsie w dolinie Dżumgoł. Mijały mnie pojazdy w stanie technicznym-tragicznym. Jeżdżą tutaj też ciężarówki z węglem z kopalni, Kamazy z przyczepą. Jedna z nich minęła mnie, a potem stanęła na poboczu, wymagała naprawy. Mijaliśmy się tak kilka razy.
Od wszechobecnego pyłu w podróży, powoli sypały się wszystkie suwaki jakie mam. Najpierw u dołu sakwy w trójkącie, potem tankbag, a teraz suwak w ulubionej bluzie się przycina.

Dolina jest dość ludna

Po wsiach łaziło całkiem sporo nawalonych żuli, nawet jeden jechał na koniu. Chcąc mieć spokój, przejechałem za ostatnią wieś przed przełęczą i rozbiłem się na polu. Byłem świetnie widoczny z drogi, ale od jej strony nie sposób było dojść. Jeszcze przed zmrokiem zatrzymali się przy drodze dwaj policjanci. Jeden z nich próbował dojść do mnie, ale widząc krzaki szybko sobie darował. Krótkie pytanie z jego strony, co tam robisz? Odpoczywam, namiotu nie widzisz? Machnął ręką i pojechali obaj.

Przełęcz i zjazd do Karakol

Nie spałem wysoko, ledwo 2300 metrów, ale i tak rano szczękałem zębami. Wdrapałem się na szczyt przełęczy, stąd już tylko prosta droga w dół do Koczkoru. Słońce przygrzewa i z powrotem robi się ładnie, ale dookoła wiszą chmury. Z jednego przejaśnienia odsłaniają się ośnieżone szczyty.

Droga przez Kegety jest już pewnie zasypana

Pasterze też zjeżdżają do dolin, jeden z barakowozów, które stały w górach, właśnie zjeżdża w dół. Liczba dróg, w które mogę pojechać i nie trafić na śnieg, ciągle się kurczy. Na koniec postanowiłem jeszcze raz udać się w stronę Issyk-Kul i południowego wybrzeża, na którym jeszcze nie byłem.

Wielbłądy w Kirgistanie

Minąłem zbiornik Orto-Tokojskoje i zjechałem na drogę do Karakol. Główną drogą dzieciarnia pędzi bydło z pastwisk, a ja staram się ominąć korek. Krzyki „turist, turist”, na które mam alergię, sprawiają, że mam ochotę przejechać ten odcinek jeszcze szybciej. Na nocleg chciałem zjechać na plażę, ale po tej stronie natrafiłem bardziej na mokradła. Z braku laku, zostało pole.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.