Na ostrym kole

Następnego dnia pora począć coś z rowerem. Wyjmuję koło i idę z Christianem do jednego z pomieszczeń będącego rowerowym warsztatem. Cristian nie bardzo dowierza mojej diagnozie, ale po użyciu młotka, oś ukazuje się w dwóch rozłącznych kawałkach.

Nie tak znowu trudno złamać tę 10mm rurkę ze stali

Cóż, trzeba coś z tym zrobić. Cristian udziela mi krótkich instrukcji gdzie powinienem szukać części. W mieście jest kilka firm zajmujących się turystyką po drodze śmierci, które wyposażają uczestników w rowery MTB. Sam też znajduję kilka lokalizacji i dodaję na mapę. Koło w dłoń, czas wyruszyć w miasto. Na początek idę do sklepiku przy bazarze. Nie oczekuję zbyt wiele od tego przybytku, ale jest najbliżej położony punkt.
Robię szybki spacer przez uliczki. Jest to bardzo ciekawe doświadczenie. W Ameryce Południowej powszechne jest chodzenie po chodnikach niczym stado owiec. W Europie ludzie starają się na siebie nie wpadać, tu nie bardzo. Jednak gdy trzymam przed sobą koło od roweru, sytuacja zmienia się diametralnie. Piesi rozstępują się niczym Morze Czerwone.
Trafiam do sklepu, pokazuję piastę i pytam czy nie mają czegoś na podmiankę. Okazuje się, że mają. Korpus piasty jest w tym samym rozmiarze, tylko zamiast łożysk maszynowych ma zwykłe kulki i bębenek ala shimano. Przypuszczam, że zamiennik opuścił tą samą fabrykę, co moja uszkodzona piasta. Cuanto? Jakieś 170zł. Nieco drogo, ale nie będę się licytował. Mam to co chciałem, piasta powinna wytrzymać do reszty wyprawy. Szybko poszło, nie muszę zwiedzać miasta.

Teraz pozostało zrobić przeszczep. Zajmie to trochę czasu, ale będę miał spokój. Kanadyjka zmyła się na samolot do domu, para Niemców pojechała na wycieczkę do Uyuni, a Chińczyk poszedł na miasto walczyć ze swoimi problemami z obiektywem. Czas rozpleść koło, ale z głową. Szprychy rozdzielam na cztery grupy, ciągnące/pchające, te po lewej i te po prawej stronie. Układam w kolejności. Piasta wyjęta, teraz pora zapleść nową. Robię to kolejny raz, więc nie muszę posiłkować się instrukcją. Wkładam kolejne szprychy na miejsce, wyrównuję naciąg w palcach. Wstawiam w ramę na drobne korekty.

W warsztacie Christiana kosmetyczne poprawki nowo zaplecionego koła

Pod koniec dnia wpada Cristian. Pokazuję efekty, więc ciągnie mnie z powrotem do swojego warsztatu. Wyciąga centrownicę samoróbkę. Wrzucamy na nią koło. Jest prościutkie, wystarczy tylko przesunąć obręcz do środka. Z tym pobawię się już jutro. Muszę też wymienić kolejny raz klocki hamulcowe. Przednia tarcza wylatuje do kosza, tylna idzie na przód, a na tył idzie zapas. Zapasowe łożyska, podobnie jak zwłoki starej piasty, zostawiam u Cristiana, może komuś się przydadzą. Ja już ich do niczego nie użyję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.