W poszukiwaniu drogi do centrum Ałtaju.

Następnego dnia jadę kawałek wzdłuż rzeki Khovd, do wioski Khovd

Oraz sklepy w Khovd. Co zabawne, nazwy miejscowości powtarzają się w Mongolii notorycznie, trzeba wiedzieć, o którą dokładnie chodzi.

Akurat trafiłem na moment, gdy przyjechała ciężarówka z dostawą towaru. Niewątpliwie najdziwniejszym towarem na ladzie jest brykiet z odchodów jaka. Z uzupełnionymi zapasami wody wybieram się ponownie do głównej drogi, ale ponownie nową ścieżką.

Mieszalnik barw

Okoliczne pagórki to mieszanka żółci, zieleni i czerwieni, w przeróżnych konfiguracjach. Ścieżki są w pełni jezdne i warto pojechać po swojemu.
Podczas zjazdu notuję kolejną awarię. Wylatuje mi dodatkowa butelka z benzyną przez suwak. Suwaki nie lubią pyłu, a ich smarowanie nieznacznie wydłuża ich żywot. Ten już zupełnie rezygnuje ze współpracy ze mną, więc załatwiam problem przy pomocy noża i sznurka. Nie wożę w środku drobnicy, więc nic nie wylatuje. Zwiększa się za to czas dostępu do zawartości torby.

Zamki błyskawiczne bardzo się nie lubią z pyłem. Trzeba sobie jakoś radzić.

Po osiągnięciu południowych brzegów jeziora Aczit, pozostało jechać pagórkowatą drogą w stronę Olgij. Jest tu wiele ścieżek, ale wszystkie prowadzą w tym samym kierunku. Wioch brak, są kopalnie i chyba coś, co robi za cegielnię, choć cegła nie jest tutaj najpopularniejszym materiałem.

Wjazd do kanionu

Dalsza droga prowadzi do kanionu nad rzeką Khovd. Jest tu sporo zarośli przy brzegach, więc ponownie komary mają się dobrze. Do miasta dojadę dopiero jutro, więc nie pozostaje nic innego, niż znaleźć jakiś płaski kawałek na namiot i odfiltrować sobie trochę wody na kolację (ta rzeka to mętny syf). Na poranek zostało mi już naprawdę niewiele drogi, pozostało tylko około 20 kilometrów po dziadowskiej tarce.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.