Ewakuacja z Mongolii

Coś myślę, że to miasto też nie ma nic wspólnego z Mongołami, za dużo zieleni.

Bulgan to dziwne miasto, też takie niemongolskie. Przez główną ulicę ciągną się drzewa, a w centrum ciężko o komary, chociaż wszędzie przepływa woda. Próba wybrania się nad rzekę bez siatki na głowie, to słaby pomysł. Tak poza tym, to totalnie nic do robienia, bo strach jechać na zadupie na tym kole. Ukrop cholerny, ale ktoś myśli w sklepie i można kupić napoje z zamrażarki.
Noclegi spędzam po drugiej stronie, w pobliżu wzgórz. Drugiej nocy trafia się wichura, słabo przypięty do skalnego podłoża namiot podrywa do góry, nakrywając mnie nogami. Szybkie poprawki w nocy skutkują połamaniem kilku śledzi. Rano czas obejrzeć zniszczenia. Namiot jest cały, maszt pogięty, ale nie połamany. Ostrożnie prostuję go na rurze sztycy.

W niedzielę po południu, po wykupieniu wszystkiego co dobre, z pełnymi sakwami, udaję się w stronę granicy. Leje się z nieba, ale tym razem nie żar, a deszcz. Trafiam na strzelnicę pograniczników, fajne miejsce na nocleg.

Miejscówka na nocleg? Strzelnica!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.