Przez kaniony i góry

Następny dzień to kolejny słoneczny poranek. Został mi jeszcze kawałek drogi w dół, do rzeki Apurimac. Zacząłem przeglądać mapę i jeden element zwrócił moją uwagę. Ktoś zaznaczył na mapie długi tunel Pucara. Tunel? Na tym zadupiu? Bez sensu. Potem wstukałem nazwę do wyszukiwarki i znalazłem krótką notkę po hiszpańsku. Jak się okazuje, nie tylko Chińczycy bawią się z zaawansowaną hydrotechnikę. Tunel ma przekierować część wód rzeki Apurimac (dorzecza Amazonki) do rzeki Colca (zlewnia Pacyfiku). Co z tego wyjdzie, zobaczymy. Jak na pozornie biedny kraj, projekt jest imponujący.

Ibisy i Gęsi

Oprócz tego, rzeka tworzy małe rozlewiska, gdzie dobrze czują się ptaki. Jest okazja zobaczenia ibisów andyjskich. Co zostanie po zrealizowaniu projektu, to się zobaczy. Fauna i flora jest tutaj skromna i specjalnie nikt się z nią nie liczy. Jadę do miasteczka Caylloma, które jest zapleczem dla pobliskich kopalni. Załapuję się na obiad, w jednej z restauracji, która robi catering dla kopalni. Całość pakuje się do pojemników, wrzuca do dostawczaka i dostarcza na miejsce.

Na rynku spore poruszenie

Miasteczko ma też mały rynek, na którym panuje małe poruszenie. Nie wnikam zbytnio w powody zgromadzenia, tylko uzupełniam prowiant i ruszam dziurawą drogą na zachód.

Wysoko, płasko i zbiera się na burzę

Po wyjechaniu z doliny mogłem znowu zobaczyć z oddali burzę. Przy towarzyszących odgłosach grzmotów jadę dalej, tutaj i tak nie ma żadnej osłony. Jedyne wystające punkty to słupy linii energetycznych. Na szczęście deszcz jest symboliczny, wzmaga się tylko wiatr. Ciepło nie jest, momentami dobrze piździ. Udaje mi się przebić punkt 4800 i zjechać trochę niżej na nocleg. Rozbijam namiot, ale nie chce mi się jeść, jestem zbyt zmęczony. Kalorie nie uciekną, najwyżej zjem więcej na śniadanie, więc wciskam się do śpiwora i szybko zasypiam.

Nad ranem jelita dają o sobie znać. Cóż, ze śniadania i dalszej jazdy na razie nici. Miejsce na chorowanie jest wyjątkowo słabe, bo na wysokości 4600, a niżej zjechać się nie da, droga po obu stronach tylko w górę. Dodatkowo pogoda pod psem, po pobliskich wzgórzach posypało śniegiem. Większość dnia przeleżę w śpiworze, dopiero pod wieczór będę w stanie wepchnąć w siebie pół paczki makaronu.

Kibluję w namiocie, bo się czymś przytrułem. Wysokość 4600 jest wyjątkowo kiepska na wymuszony postój

Następnego poranka jest już lepiej, mogę się toczyć dalej. Jadę w stronę miasta Orcopampa.

W stronę Orcopampa

Poza kopalnianymi ciężarówkami brak ruchu. Ładne, przejrzyste niebo. Mam przed sobą spory zjazd w dół, jakieś 1000 metrów. Jedzie się całkiem przyjemnie, w Orcopampa jestem przed wieczorem. Wsuwam jeszcze obiad i wyjeżdżam na nocleg za miasto.

Nocleg za Orcopampa

O ile wczoraj byłem zdecydowany jechać dalej, to nad ranem ponownie jelita dały o sobie znać. Czułem się jak przejechany przez walec, więc z podkulonym ogonem cofnąłem się do miasta i w pierwszym hotelu poprosiłem o pokój. Walnąłem się na łóżko i mogłem w spokoju zdychać.

Znowu mnie przytruło, więc kibluję w mieście

Orcopampa, jako małe górnicze miasto, była optymalnym miejscem do zdychania. Pokój z prywatną łazienką i niezbyt szybkim wifi, kilka miejsc z czymś do jedzenia, a nawet w razie pogorszenia autokar do Arequipy. Jedyne co mi nie odpowiadało, to wysokość. Dla człowieka, który większość życia spędził na nizinie mazowieckiej, wysokość 3800 metrów nad oceanem to trochę dużo. Wybrałem się do apteki po elektrolity i mogłem leczyć swoją jelitówkę. Przesiedziałem tutaj następne trzy dni, by nabrać więcej sił i nie rozłożyć się ponownie po środku niczego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.