Kotlina Dżungarska i Tienszan

O poranku nie ma już żadnych brzydkich chmur, zostaje droga w góry. Niezwykła droga G217 Dushanzi-Kucha, jedna z najlepszych tras w czasie tej wyprawy.

Dla takich widoków tutaj jadę.

Taki widok dostaję o poranku po wjechaniu na przełęcz na 1900 metrów. Stąd zjadę na 1300, do kanionu Dushanzi. W pierwszych kilometrach będzie mi towarzyszył huk wody w dole kanionu. Stopniowo będę coraz bliżej wody, nad wiszącymi skałami.

Sygnał od GPSu trochę się tu gubi Gdzieś tam w oddali koniec podjazdu

Droga nie jest pusta. Choć nie ma tu ciężarówek, jest sporo zwykłych samochodów. Jest też bardzo dużo chińskich rowerzystów. Dwóch z nich doganiam w przydrożnej knajpie. Jeden z nich umie całkiem dobrze angielski, więc jest okazja pogadać. Dziwi się trochę, że wsuwam ichnie ostre dania. Przy okazji dowiaduję się ciekawostki o Lagmanie. W większości knajp płaci się za wkładkę mięsno-warzywną, a makaron można sobie domówić bez opłaty. W sam raz dla rowerzysty potrzebującego duuużo węgli.

Po obiedzie jedziemy razem w górę. Jeden z nich łapie problem z rowerem, odkręcający się suport. Tutaj nie wiele da się zrobić bez narzędzi, więc łapie jeden z samochodów i wraca do miasta, a ja jadę z drugim w górę. Nie byle jaką górę, szczyt przełęczy znajduje się na prawie 3500 metrach, nieopodal lodowca.

Końcówka, z galerią i tunelem

W pobliżu przełęczy spotykam inną grupkę Chińczyków. Czterech studentów jedzie do Hotan przez drogę G217. Szybko ustaliliśmy, że nasze założenia co do jazdy są spójne:

  • Spieszy mi się z wizą, jakie tempo zakładacie?
  • Około 100 kilometrów na dzień.
  • Po górach?
  • Po górach też. Wozimy ze sobą jedzenie i gotujemy sami.
  • Też mam kuchenkę i garnki.

No to jedziemy razem!

O ile po południowej stronie przełęczy jest ciepło, to zacieniony zjazd dobrze wychładza. Zjeżdżamy do wsi na 2400 m.

Zjazd w dół, piździ

Chińczycy lokalizują hotel w budowie i organizują, że nikt nie będzie się nas tam czepiał (a przy okazji zostawią sobie powerbanki do naładowania).

W międzyczasie z drogi wypatruję kolejnych rowerzystów. Grupka kolarzy, ale tym razem nie Chińskich. Ujgurzy albo jak to sami określili „People of Kashgar”. Mówią bardzo dobrze po angielsku. Szybko obczajam ich sprzęty. Rowery, których żaden zachodni turysta by się powstydził. Jadą w przeciwnym kierunku, w stronę Urumczi. Namawiam na nocleg, miejsca jest w bród, a jest już ciemno i zimno. Jednak gdy dowiadują się, że jestem z „Hanami”, szybko oznajmiają, że jadą dalej. Ewidentnie jest kosa między Ujgurami, a Chińczykami, nie będzie to ostatni raz, kiedy zobaczę ją na żywo.

Jako, że dalej mam w sakwach flaszkę, proponuję coś na rozgrzewkę. Jednak moi kompani nie piją. Cóż, okazja do opróżnienia będzie kiedy indziej. Wystawiamy palniki przed wejściem. Mają ze sobą chiński palnik na benzynę i wielgachny szybkowar. Podstawa diety, oczywiście ryż, na kolację i śniadanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.