Kotlina Dżungarska i Tienszan

Żulujemy

Rano, w zacienionej dolinie, zbyt ciepło nie było. Grzejemy śniadanie i powoli zbieramy się w dalszą drogę. Ja postanawiam jeszcze uzupełnić zapas benzyny na stacji. Jednak w tej części Sinciangu nie jest to takie proste. Obsługa bardzo się wzbrania przed nalewaniem do butli, ale na szczęście mam wsparcie. Za słupem, gdzie kamera nie widzi, już można nalać.

Jedziemy jeszcze w dół wsi,  gdzie droga rozdziela się na tą idącą w głąb doliny i tą, która dalej przecina góry. Najpierw jest jednak pewne niezwykłe miejsce, które pewnie bym ominął, gdybym jechał sam. Spotykamy tutaj też dwóch rowerzystów, z którymi jechałem wczoraj. Ten, który popsuł suport, dojechał tutaj wczoraj transportem samochodowym, już z naprawionym rowerem.

Pomnik poległym przy budowie. Drogę budowała chińska armia za Mao. Jak można się domyśleć, było trochę wypadków.

To niezwykłe miejsce, z którego sączy się nieco pompatyczna muzyka, to mauzoleum dla poległych podczas budowy tej drogi. Jest tu też sala muzealna z materiałami historycznymi. Do wykonania trasy zagoniono żołnierzy Chińskiej Armii w latach 50, w czasie utrwalania chińskiej władzy na terenie Sinciangu. Tak jak w ZSSR, życie ludzkie nigdy nie było wiele warte, ale przynajmniej dzisiaj oddaje się im szacunek. W Rosji ginący podczas wielkich „skoków” byli traktowani jak gówno, za życia jak i po śmierci. Dzisiaj też starają się ich zapomnieć.

źródło: http://www.repozytorium.fn.org.pl/?q=pl/node/7604

Dodatkowy bonus znaleziony w internecie. Nie jestem pewien czy to dokładnie ta droga, ale niektóre fragmenty wyglądają znajomo. Jak byście się zastanawiali, co zajmuje tyle czasu podczas pisania relacji, to właśnie jest takie grzebanie w poszukiwaniu większej dawki informacji. Logika nakazywałaby najpierw zapoznać się z miejscem do którego się jedzie, ale już kiedyś wspominałem, dlaczego uważam to za błędne.

Czas ruszyć dalej. Moi obecni towarzysze jadą szybciej, także żegnam się z wczorajszymi kompanami. Droga w górę wiedzie na kolejną przełęcz na 3500 metrów.

Dolina, którą się tu wjeżdża

Droga na ten czas wiodła jeszcze wyżej niż normalnie, bo stary tunel był zamknięty, a nowy jeszcze nie otwarty. Ja bardzo szybko jadę w górę, gdzie czekam dłuższą chwilę na resztę. Mam widok na następne pasma do przejechania.

Widać kolejne pasma wzniesień do przejechania

Dwójka z ekipy trochę ułatwiła sobie jazdę, wypróbowując nieotwarty tunel. Jadą w górę wolno, ale nie bez powodu. Przy wyjeździe z tunelu wsuwamy dwa melony, które wieźli ze sobą. Filozofia „fast and light” jeszcze tu nie dotarła, jest jak w opowieściach o ruskich rowerzystach, którzy mają ze sobą wszystko.

Pora na szybką jazdę w dół, do zalesionej doliny. Tym razem alpejskie krajobrazy.

W dole niespodzianka, lasy!

Dojeżdżamy do głównej drogi przez dolinę. Jest tutaj punkt kontrolny policji, ale tylko dla jadących w drugą stronę. Kupujemy dużego arbuza i kombinujemy co dalej. Można zjechać do miasta Nalati, ale trzeba się cofnąć tą samą drogą. Na ten moment tłoczną i zakorkowaną. Decydujemy się jechać dalej, w górę. Jest około kilometr korka, aby odbić na dalszą drogę. Tutaj już mogą jeździć ciężarówki, ale nie takie zwykłe. Podczas wyprzedzania czuć tylko podmuch ciepłego powietrza, bo pojazdy są zasilane gazem ziemnym.

Podczas któregoś z kolei zbierania się ekipy, inni podróżni z samochodów zapytują się moich kolegów, co to za dziwny białas się tu włóczy. Po usłyszeniu historii, za chwilę dostaję parę fantów z jedzenia i chińskiego energetyka na drogę. Zażenowania ciąg dalszy.

Tym razem to ja organizuję miejscówkę. Widzę boczną drogę na wzgórze, udaje się znaleźć miejsce po jurtach, wystarczająco płaskie na kilka namiotów. Jest nawet zasięg telefonii, jeden z kompanów udostępnia mi hotspot i mogę wysłać trochę informacji do Polski. Jak się okaże rano, telefon w nocy szlag trafił. Różnica temperatur? Cholera wie, dotyk przestał działać, widać mini rysę, poniżej której nic nie wykrywa. Dostałem informację, że jak dotrzemy do Kucha, to pomogą mi ogarnąć jakiś serwis. Znowu pyrkocze ryż, sos na pomidorach i jajkach. W ramach sałatki, zużywamy resztki arbuza. Ta część pod skórą jest jadalna, w smaku przypomina ogórki. Wystarczy obrać, posiekać i doprawić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.