Urwana pętla po Ałtaju.

Następnego dnia zajeżdżam jeszcze do sklepu, aby dopakować zapasy i ruszam przez most na drugą stronę. Ląduję w dolinie rzeki Cagan, która wypływa z lodowca Potanina.

Zielono i bagniście

Jest to szeroka dolina z dużą ilością bocznych strumieni. Jazda jest dosyć ciężka, dużo tutaj skał i rzecznych kamieni. Z daleka zauważam dwie dziewczyny z plecakami. Przyjechały z Kanady i są na „legalnej” wycieczce, z Mongołem na motocyklu, który podąża za nimi. Pomimo, że to wybitnie nie jest kraj wegetarian, żywią się głównie kupowanym w jurtach serem. Dają mi trochę na poczęstowanie. Smak dość osobliwy, twardy, słony ser z dodatkiem wszechobecnego pyłu. Mają też ze sobą nawigację Garmina i dają mi namiar na punkt kontrolny w dolinie. Przepisuję go na swoje urządzenie, przyda się do trzymania dystansu.

Gdzieś, hen daleko, trójstyk granic na końcu tej doliny

Tymczasem powoli jadę w górę rzeki. Dookoła obserwuję mnóstwo opadów, ale udaje mi się ominąć deszcz. Lokalizuję most, więc moczenie nóg też odpada. Jeszcze trochę męczącej drogi w górę i ląduje na nocleg. Za to z jakimi widokami. Zachód słońca na tle burzy

Zachodzące słońce i burza tworzą niesamowite efekty

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.