Urwana pętla po Ałtaju.

Następny dzień minął prawie cały na oczekiwaniu na transport. Trochę pogadałem z Kanadyjką, największy ubaw miała z Izraelczyków, którzy wpieprzyli się na teren parku bez pozwoleń, dostali do zapłacenia transport powrotny do Olgij i mandat, jakieś 500 dolców. Marny geszeft.
Poza tym zebrało się trochę motocyklistów, którzy jadą w stronę Rosji. Między innymi troje Koreańczyków, którzy jadą do Londynu, gdzie nadają motocykle z powrotem do kontenera na statku i wracają do siebie. Największe zdziwienie zbudziła u nich moja standardowa mongolska przegryzka, czyli polski słoik śliwek w kompocie. Stwierdzili, że to całkiem dobre, a ja odpowiedziałem, że teraz jadą do Rosji, a tam akurat kompotu nie brakuje.

Późnym popołudniem pojawił się kierowca w busie, z którym zapakowałem rower na dach. Pożegnałem się i zapakowałem się z resztą pasażerów. O ile wcześniejsza jazda po górach szła gładko, to tutaj kierowca miał zwyczajnie nie po kolei w głowie. Pałowanie silnika na wysokich obrotach, co i rusz pakowanie się po wybojach i pasażerowie podskakujący w górę (mój rower pewnie też). Asfalt był wtedy pociągnięty tylko do Tolbo, a cała reszta drogi szła po staremu, wytłuczonym szlakiem. Całości dopełniały  znane mi już kazachskie hity z przerywającego na wybojach radia i ser, którym częstowała starowinka na przednim fotelu. Owa starowinka została podrzucona do wybranej przez siebie jurty przy Tolbo. Jak można spamiętać na tej przestrzeni, która jest czyja, to pojęcia nie mam.

Biedny rowerek

Po przejechaniu przełęczy był jeszcze postój w przydrożnym barze. Jeden gość został podrzucony do miasteczka Khovd i to wbrew pozorom nie jest to samo co miasto Khovd (pierdolnięci są z tymi nazwami, naprawdę). Do Khovd dojechaliśmy już po zmroku. Wypakowałem się z busa, przyczepiłem bagaż i poszedłem na przechadzkę po mieście.

Udało mi się zlokalizować bazar, tutaj jutro będę się kręcił. Mijając targowe budy, w całym mieście zgasło światło. Cóż, wyciągnąłem czołówkę i szedłem dalej, ale ciemności nie trwały dłużej niż minutę. Wyszedłem za zabudowania na pustkowie i rozstawiłem namiot, jutro czeka mnie ciężki dzień.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.